Zjechaliśmy windą na dół. Ann, Scootera, Kenne'go i chłopaka mojej kuzynki jeszcze nie było.
- Musimy czekać, prawda.? - zapytała Jenny z nadzieją, że wcale tak nie będzie.
- Jeżeli nie chcesz czekać, to pojedziemy sami, a oni do nas po prostu dojadą, ok.?
- Dobra, jeżeli tak uważasz.
- No to chodź, mała. - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek
Jennifer.:
Jeszce do tego mnie objął, nie mogłam wytrzymać, noo... Wyszliśmy przed hotel, wsiedliśmy do samochodu, który stał przed budynkiem.
- To jak, jedziemy.? - zapytał Jus, patrząc mi prosto w oczy, kiedy byliśmy na swoich miejscach. Tonęłam w jego boskich, czekoladowych oczach.!!
- Jus, musisz mi patrzeć w oczy.?
- Ale jak.? - Tak.? - zrobił to jeszcze raz.
- Nie rób tak więcej. - powiedziałam
- Ale, dlaczego.? - przygryzł wargę.
- I tak też nie rób. - powiedziałam lekko rozbawiona, ale próbowałam to jak najbardziej ukryć.
- Ale czemu, noo.?
- Bo tak, jedźmy, bo się spóźnimy,
- O.k - ruszyliśmy. Jus cały czas patrzył przed siebie, po za malutkimi przerwami, które robił sobie co jakieś 3 do 5 sekund, aby na mnie patrzeć.
Rozbawiło mnie to, dlatego też uśmiechałam się.
- Nie rób tak. - powiedział Jus, kierując wzrok w moją stronę.
- Ale jak.?
- Nie uśmiechaj się.
- Ale czemu.?
- Chcesz wiedzieć.?
- Chcę, a co.? - uśmiechnęłam się podstępnie.
- To jeszcze dziś się jeszcze dowiesz. - powiedział uśmiechając się łobuzersko. Zawrócił samochód w stronę hotelu.
- Co ty robisz.?
- Dowiesz się w swoim czasie. - powiedział.W ciągu 30 minut dojechaliśmy. Weszliśmy pośpiesznie do niego.
Wjechaliśmy windą na piętro, gdzie mięliśmy swoje pokoje.
- Weź walizkę i trochę ciuchów.
- To ja ma walizkę i trochę ciuchów.?
- Nie to pokojówek, wiesz.? - powiedział.
- Czyli, że mam, dobra, to wezmę. - rozeszliśmy się do swoich pokoi. Na szczęście byłam spakowana. Musiałam tylko jeszcze spakować kosmetyki. I gotowe.
Weszłam na korytarz.
Jus już był/.
- Chodź za mną, albo nie...daj walizkę.
- Ale...
- Nie ale... tylko daj mi walizkę.
- Ale ona jest na kółkach.
- No to co, daj.
- Ok.
Wręczyłam mu swoją walizkę. Znowu wyszliśmy przed hotel. Wsiedliśmy do auta. Jechaliśmy w stronę mojego domu.
- Tu praktycznie mieszkam. - wskazał pacem Bieber dwa domy od mojego.
- Aja tu...
- O ja cię... To ja już wiem, dlaczego ja cię kojarzę... Z tej ulicy...Stąd... - stanęliśmy przed moim domem.
- A ja cię kojarzę... Czekaj, czekaj, zaraz sobie pewnie przypomnę...
- To ty nie znasz Pana Wielkiego Biebera Gwiazdora... - powiedział uśmiechając się, a jednocześnie maskując uśmiech, żeby wyglądał na bardziej "obrażonego".
- Poznałam go 2 dni temu, a do tego czasu kojarzyłam go tylko z telewizji.
- No niech ci będzie. - powiedział.
- Dlaczego stanęliśmy.? - zapytałam.
- Zaczekaj tu na mnie.
- Spokoo.
Justin:
Wysiadłem z samochodu. Poszedłem w stronę domu Jenn. Delikatnie uchyliłem otwarte drzwi w jej domu. Wszedłem do środka.
- Dzień dobry.! - powiedziałem rozglądając się po domu. Zobaczyłem kobietę w kuchni siedzącą nad gazetą i popijającą kawę. Kobieta zwróciła głowę w moją stronę.
- Justin Bieber, tak.? - trochę mnie zaskoczyła.
- Tak to ja miło mi panią poznać, mam do pani kilka pytań co do pani córki Jennifer. - powiedziałem grzecznie.
- Proszę pytaj, może się czegoś napijesz.?
- Nie, nie dziękuję spieszę się.
- Dobrze, to usiądźmy w salonie, dobrze.?
- Dobra. - powiedziałem. Przeszliśmy do salonu. Usiedliśmy na kanapie.
Jennifer.:
Strasznie mi się nudziło w samochodzie "Pana Wielkiego Biebera Gwiazdora". Włożyłam w uszy słuchawki od telefonu i włączyłam muzykę na fulla. Zamknęłam oczy. "Baby, baby, baby, ooh.!" Nuciłam.
Siedziałam i siedziałam, chyba z pół godziny.
- Hej, mała.Już jestem.!
- Już jesteś.?, Nie było cię wieczność.!
- Miałem kilka spraw do załatwienia.
- Kilka.?!
- Tak. Jedziemy. Za niecałe pół godziny będziemy w połowie drogi. - powiedział wsiadając do samochodu.
- Spoko., a gdzie jedziemy.?
- Zobaczysz, za niedługo ci powiem, a jak nie, to dowiesz się w swoim czasie.
- Dobra, ale mam jeszcze jedno pytanie, zanim ruszymy.
- Wal, śmiało.
- Czy ty nie możesz, chociaż raz usiedzieć na jednym miejscu.? Znam cię 2 dni i jak na razie nie usiedliśmy na trochę i nie pogadaliśmy.
- Ło, ło, ło.
- No tak, pa za tym kinem, horrorem.
- No.! Ale zrozum, Jenny, że ja chcę spędzać jak najwięcej czasu z tobą. Traktuję cię jak... - chwila ciszy, zastanowienia i skupienia... - przyjaciółkę. - wycedził przez zęby.
- Ja ciebie też traktuję jak przyjaciela, ale...
- Nie, alee... Bo jak będziemy na miejscu to problem z niknie i będziesz szczęśliwa. Zaufaj mi, proszę...
- Noo...
- Proszę... - powtórzył, spojrzał mi prosto w oczy.
- No dobra, jedźmy.
- No to, to rozumiem.! - powiedział zadowolony. Ruszyliśmy. Przez całą drogę się nie odzywał.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział po 30 minutach jazdy.
- A gdzie jesteśmy.?
- Na lotnisku.
- Jus, ale ja mam szkołę, to po pierwsze, a po drugie, to musiałeś wydać fortunę na jaki kolwiek lot do... - gdzie my w ogóle jedziemy, to znaczy lecimy.
- Zobaczysz.A więc. Po pierwsze, ty masz wakacje, zaczęły się jakieś dwa tygodnie temu. A po drugie, dla ciebie wszystko... - uśmiechnął się zawadiacko. Chodź.! Pociągnął mnie za rękę.
- Jus, walizki.
- Aaaa, no tak... - klepnął się ręką w czoło - Kenny, weź, proszę nasze walizki. - zwrócił się do ochroniarza.
- Mamy ochroniarza.? Dlaczego mi nie powiedziałeś.?
- Bo wiedziałem, że jak powiem, to nie będziesz chciała jechać.
- Dobra, chodźmy już.
- No dokładnie, tak. - poszliśmy. Rozprawiono nas w dwie godziny, bo było bardzo dużo osób i wielka kolejka. Mogliśmy wejść do samolotu. Zajęliśmy miejsca obok siebie. Przez 45 minut nie odzywaliśmy się. W końcu JB spojrzał mi głęboko w oczy.
- Jesteś piękna Jenn, wiesz.? - powiedział półszeptem głaskając mój policzek palcem.
- Słucham.?
- Już nic. - usiadł prosto. Widziałam ból w jego oczach. Podparł głowę na rękach.Po piętnastu minutach oparł się o siedzenie i zasnął. Patrzyłam na niego cały czas.
- Uwielbiam cię. - powiedziałam szseptem.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się przecierając oczy. Przytulił mnie czule.
Boże ! Kocham tooo ! chce więcej ! ; *** Cudownee !
OdpowiedzUsuńWiesz, że mam łzy w oczach ? < 3
OdpowiedzUsuńour-mystery-our-secret.blogspot.com