sobota, 3 września 2011

Rozdział 6. - Tak, czy nie...

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Dotknęłam policzków. Były mokre od płaczu. Przejrzałam się w lusterku, które leżało na komodzie. Wyglądałam paskudnie. Szybciutko pomknęłam do łazienki zmazałam rozmazany makijaż, umyłam zęby i ubrałam szlafrok. Wyszłam z łazienki i otwarłam drzwi.
- Hej, sorry, że tak długo nie otwierałam, ale byłam w tragicznym stanie.
- Rozumiem, przyniosłem śniadanie. - powiedział promiennie uśmiechnięty Marcus.
- Dzięki nie jestem głodna, wejdziesz.
- Może jednak zjesz.? - powiedział wchodząc do środka.
- Na prawdę, nie dzięki, nie mam ochoty.
- Spoko, nie nalegam.

Marcus:
Widziałem ten smutek w jej oczach, albo mi się wydawało, albo pojawiły się łzy. Jenn schowała twarz w dłoniach i skuliła się siadając na łóżku. Nie był to zadowalający widok. Ona była potwornie blada, oczy miała podkrążone i w ogóle.

Jennifer:
Tak, rozkleiłam się. I dlaczego, przecież Jus, to tylko przyjaciel. Przystojny przyjaciel. Sam tak przecież powiedział. A może ja, rzeczywiście zaczynam coś do niego czuć.? Jest taki romantyczny, opiekuńczy, zwariowany...Chyba, raczej zaczynam coś do niego czuć. A może nie.? Sama nie wiem...
- Ja pójdę, bo chyba potrzebujesz być sama prawda.?
- Dokładnie wiesz czego mi trzeba. - powiedziałam próbując wymusić uśmiech na mojej twarzy, ale się nie udało. Poszedł...
Wstałam...
Otarłam łzy i poszłam do łazienki, umyłam się, umalowałam ubrałam się w ciuchy Tada!, zamknęłam pokój i wyszłam z hotelu. Snułam się na moście, z którego było widać cudowne morze, ludzi, którzy się uśmiechali i w ogóle. Szłam przed siebie...
Nagle zauważyłam Justina. Nie wiedziałam co mam zrobić... Szłam dalej, ciekawe jak zareaguje. Szedł z Kenny'm
- Mmm niczego sobie, patrz Jus. - powiedział mijając mnie i pokazując palcem na mnie. Jus mnie nie pozna.
- Kenny, co ty sobie wyobrażasz. - stanęli.
- Tak, tak wiem... Szukamy Jenny. - powiedział ociągliwie.
- Ja na prawdę ją kocham, nie chce jej stracić, a dobrze wiesz, że Chris to dupek i to on ją zranił a nie ja. - powiedział. Zszokowała mnie jego wypowiedź. Stanęłam. Odwróciłam się do nich przodem. zdjęłam  okulary.
- Kenny, fanka.! - krzyknął Jus. Podeszłam krok bliżej.
- Jenny.! - krzyknął ucieszony. - Boże, to ty jak ja się za tobą stęskniłem. - wziął mnie na ręce i obkręcił w okół siebie.
- Jus, puść mnie. - powiedziałam roześmiana.
- Chodź, pokażę ci coś. - powiedział.
- Co.?
- Zobaczysz. - pocałował mnie czule w usta. Jednak go kocham... Tak to, to uczucie.
- Czyli ja już jestem nie potrzebny, tak.? - spytał Kenny odwracając wzrok w innym kierunku.
- Dokładnie, tak. - powiedział Jus. - Chodź.! - pociągnął mnie delikatnie za rękę. Za jakieś pół godziny Doszliśmy na piękną plażę. Na środku leżał kocyk w kratkę, a na nim koszyk, kwiaty i lampki na szampan.
- Łoooo, co za niespodzianka.! - powiedziałam ze szczerym uśmiechem.
- Starałem się. Chcę cię najmocniej przeprosić. Opowiadałem Christianowi jaka jesteś fajna i w ogóle, a on wypalił z tym tekstem. Za pewne nie słyszałaś co na to odpowiedziałem..
- Nie słyszałam.
- Wybaczysz mi.? - ujął lekko moją twarz.
- Wybaczam... - powiedziałam półszeptem.
- Uwielbiam cię. - powiedział i pocałował mnie nie pewnie w usta. - Idziemy się przejść.?
- Dobra, ale paparazzi...
- Wiesz, od dziś musisz wiedzieć, że znajduję plaże, na odludziu, wiesz.?
- Dobra, już wiem.
- Chodź, idziemy. - szliśmy bardzo powoli, uśmiechając się i nie tracąc czasu na pogaduchy.
- Jenn.
- Tak.?
- Nic, chciałem tylko zobaczyć jeszcze raz twoją twarz. - uśmiechnął słodko, odwzajemniłam uśmiech. Szliśmy dalej. Czułam jak jego ręka ociera się o moją cały czas. Nie pewnie chwyciłam jego dłoń.
- Kocham cię Jenny.
- Ja ciebie też kocham, wiesz.?
- Myślałem, że mnie nie lubisz.
- No widzisz, a ja nawet więcej niż lubię. - uśmiechnęłam się.
- Wracamy.? - zapytał.
- Mhm. - wróciliśmy. Usiedliśmy na kocu. Jus wręczył mi kwiaty, wyjął ciasto z koszyka, nalał nam szampana do lampek.
- Za miłość. - powiedział unosząc lampkę.
- Za miłość. - napiliśmy się po łyku. Zaczęliśmy się całować. Jus wsunął nie pewnie język do mojej buzi.
- Ekhem.! Co wy tu robicie.? - Bieber się trochę wściekł, że ktoś nam przerwał, ale cóż.
- Teraz już nic, wiesz.? Kenny, przecież ci mówiłem.
- No tak, tylko dzwonił do mnie Scooter, masz jechać w trasę za niedługo.
- Tak dokładnie.?
- Jutro.
- Z głowy sobie wybijcie.! Jestem na wakacjach, chyba należy mi się odpoczynek.!? A w ogóle. Pogodziłem się z dziewczyną i nie mam zamiaru nigdzie jechać pojadę za dwa tygodnie.
- Dobrze, powtórzę, ale ja Scoot będzie zły to ci łeb ukręcę.
- Tylko dwa tygodnie, proszę. - zrobił maślane oczka i trochę zmiękł.
- Nooo...
- Dwa tygodnie. - powtórzył.
- No dobrze, zobaczę co da się zrobić.
- Noo, wiedziałem, że z ciebie równy gość. - poklepał go po plecach, a ten sobie poszedł. Jus bez słowa usiadł na kocu sięgnął za koszyk i wziął gitarę, zaczął śpiewać "One less lonely girl".
- To na czym skończyliśmy.? - spytał kiedy skończył śpiewać.
- Chyba na tym. - pocałowałam go w usta.
- Chyba tak, a raczej na pewno. - uśmiechnął się i skończyliśmy to co zaczęliśmy.

czwartek, 1 września 2011

Rozdział 5 - Wakacje.!!!


- Zaraz lądujemy - powiedział kiedy delikatnie uwolniłam się z jego uścisku.
- Ooo, świetnie. - powiedziałam. Zapięliśmy pasy kiedy została ogłoszona informacja o lądowaniu. Za pięć minut poczułam jak samolot ląduje na ziemi. Wtedy mogliśmy powoli opuścić samolot. Rozprawa trwała o wiele krócej niż poprzednia. Wyszliśmy z lotniska. Ochroniarz Justina wynajął nam samochód na pobyt na wakacjach. Wsiedliśmy do samochodu. Kenny spakował nam walizki, a zaraz po tym usiadł za kierownicą. Nadal nie miałam pojęcia gdzie się znajdujemy. Za jakieś 45 minut dojechaliśmy do hotelu. Weszliśmy do niego. Justin zarezerwował nam pokoje.
- Mam pokój na przeciwko ciebie. - powiedział czytając rozpiskę.
- O.k, a jaki mam numer pokoju.?
- 120. - powiedział.
- Spoko, to ja idę zobaczyc.
- Czekaj.! Zostaw walizki, a później pójdziemy na spacer.
- Dobra, ale jeszcze wezmę prysznic i się przebiorę, ok.?
- Luuz. - powiedział, gestykulując śmiesznie ręką. Poszłam do pokoju, zostawiłam walizki. Poszłam od razu pod prysznic. Puściłam na siebie lodowaty strumień wody. Za jakieś 15 minut wyszłam z pod prysznica. Umalowałam oczy lekko fioletowym, cieniem do powiek, wypudrowałam się i wyszłam z łazienki w ręczniku. Wzięłam sobie szorty, fioletową bokserkę i buty. Poszłam się ubrać. Założyłam sobie ciuchy, do tego rzymianki. Wysuszyłam włosy, później związałam w pytkę. Byłam gotowa. Wyszłam, zamknęłam drzwi. Justina jeszcze nie było. Zapukałam lekko do jego pokoju. Nie otwierał... Stanęłam obok drzwi i przez przypadek usłyszałam rozmowę.
- I co masz laskę i chcesz ją omotać i co dalej, tak jak z innymi.? - zapytał jakiś chłopak kpiącym głosem.
- Ale... - usłyszałam Jusa. Miałam łzy w oczach.
- Nawet mi nie wmawiaj, że masz jakieś plany, ok.? - znowu ten głos. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
- Ale słuchaj, ona... - nie wytrzymałam dalej już nie usłyszałam. Uciekłam przed siebie.

Justin:

- ...Ona jest dla mnie całym światem, przestań tak o mnie mówić, przecież żadnej dziewczyny nie wykorzystałem, co nie.
- No niby, ale zraniłeś i to nie jedną.
- Shut up, durniu.! - krzyknąłem, wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami.

Jennifer:
Pobiegłam przed siebie. Weszłam do pokoju Kenny'ego.
- Cześć Kenny. - powiedziałam drżącym głosem pociągając nosem.
- Hej, co się stało.? - przytulił mnie.
- Nic, zupełnie nic...
- Dlaczego płaczesz.?
- Bo tak. - powiedziałam. - Mogę wiedzieć gdzie jesteśmy.?
- Na Hawajach.
- Łooo, no nie źle... - powiedziałam wycierając łzy.- Chociaż to mi poprawiło nastrój. - wstałam.- Nie szukajcie mnie, ok.? - nie dałam odpowiedzieć Kenny'emu wyszłam z pokoju. Zabrałam jeszcze nie rozpakowaną walizkę, wykwaterowałam się i wyszłam z hotelu. Pochodziłam chwilę po mieście. Znalazłam hotel jakieś 20 kilometrów od poprzedniego. Zakwaterowałam się i poszłam do swojego pokoju. Nudziło mi się prze strasznie. Włączyłam telewizję.
- Justin Bieber, wielki piosenkarz. - przełączyłam. - A teraz posłuchajmy najbardziej popularnego hitu "Baby" - przełączyłam. - Czy znany 17 letni piosenkarz Jus.. - wyłączyłam telewizor. Wzięłam laptopa, weszłam na stronkę. "Justin Bieber, Justin Bieber" Na każdej stronce to samo. Wyłączyłam także laptop. Zrobiłam się głodna. Zeszłam na dół, żeby kupić sobie coś do jedzenia. W jadalni było masę osób. Zamówiłam naleśniki z dżemem truskawkowym. Zapłaciłam, weszłam z powrotem do pokoju. Spojrzałam na telefon 27 nieodebranych połączeń. Sprawdziłam. Jus.
Rzuciłam telefonem o ścianę, nie wiem czemu, ale nic mu się nie stało... Położyłam się na łóżku.
Leżałam, leżałam. Nie mogłam zasnąć, a przecież dochodziła już 23:00. Nie wiedziałam kompletnie co mam ze sobą zrobić. A więc leżałam i płakałam. Usłyszałam telefon hotelowy.
- Hej, Jennifer, to ja, Justin, jeżeli nie chcesz ze mną gadać, to nie, ja tylko nie chciałem cię przeprosić, bo chyba usłyszałaś moją rozmowę z Christianem, to dupek nie przejmuj się nim, proszę, zaufaj mi...
- Justin, daj mi spokój, już raz ci zaufałam... - rozłączyłam się i płakałam dalej.
- Proszę.! - krzyknęłam usłyszawszy pukanie do drzwi.
- Hej, jestem Marcus, słyszałem jak płaczesz, bo mieszkam w pokoju obok, słuchaj może ci coś przynieść.? - powiedział chłopak pięknych blond włosach, błękitnych oczach i śniadej karnacji.
- Hej, ja jestem Jennifer. Nie trzeba mi niczego, albo nie trzeba dobrej pogaduchy. - powiedziałam.
- A więc...
- A więc, jestem masakrycznie zdołowana.
- To widać. - uśmiechnął się.
- No wiem. - powiedziałam.
- Opowiadaj.
- Zranił mnie jeden gościu.
- Co za dupek. - powiedział.
- Wcale nie, to jest Just... - przycięłam się.
- Just...Coś dalej.
- Bieber, ale nikomu, buzia na kłódkę.
- Spoko, ale ty się z nim znasz.?
- No tak, tylko słyszałam jak rozmawiał z jakimś tam Christianem o mnie, że Jus, chce mnie wykorzystać i w ogóle.
- Na pewno nie...
- Ale..
- Nie ale... Bo widzisz.. Ja też go znam. To jest gościu nieobliczalny, ale jest strasznie wrażliwy. Nikogo nie zrani.
- Ale mnie zranił.
- Słyszałaś całą rozmowę.
- Nie, uciekłam.
- No właśnie. Justinowi jak na tobie zależy to jutro tu przyjdzie.
- Ale on mnie nie znajdzie.
- Jak kocha to znajdzie, mówię ci jest zdolny do wszystkiego
- Wierzę ci.
- To dobrze muszę lecieć. Miło się rozmawiało, ale już dochodzi 1:00 w nocy idź spać, odpocznij. - powiedział dochodząc do drzwi.
- Dzięki Marcus.
- Wybacz Justinowi, mówię ci to dobry chłopak.
- Spoko, pa.
- Dobranoc. - uśmiechnął się i wyszedł. Po pięciu minutach przebrałam się w piżamkę i od razu zasnęłam...