Obudziło mnie pukanie do drzwi. Dotknęłam policzków. Były mokre od płaczu. Przejrzałam się w lusterku, które leżało na komodzie. Wyglądałam paskudnie. Szybciutko pomknęłam do łazienki zmazałam rozmazany makijaż, umyłam zęby i ubrałam szlafrok. Wyszłam z łazienki i otwarłam drzwi.
- Hej, sorry, że tak długo nie otwierałam, ale byłam w tragicznym stanie.
- Rozumiem, przyniosłem śniadanie. - powiedział promiennie uśmiechnięty Marcus.
- Dzięki nie jestem głodna, wejdziesz.
- Może jednak zjesz.? - powiedział wchodząc do środka.
- Na prawdę, nie dzięki, nie mam ochoty.
- Spoko, nie nalegam.
Marcus:
Widziałem ten smutek w jej oczach, albo mi się wydawało, albo pojawiły się łzy. Jenn schowała twarz w dłoniach i skuliła się siadając na łóżku. Nie był to zadowalający widok. Ona była potwornie blada, oczy miała podkrążone i w ogóle.
Jennifer:
Tak, rozkleiłam się. I dlaczego, przecież Jus, to tylko przyjaciel. Przystojny przyjaciel. Sam tak przecież powiedział. A może ja, rzeczywiście zaczynam coś do niego czuć.? Jest taki romantyczny, opiekuńczy, zwariowany...Chyba, raczej zaczynam coś do niego czuć. A może nie.? Sama nie wiem...
- Ja pójdę, bo chyba potrzebujesz być sama prawda.?
- Dokładnie wiesz czego mi trzeba. - powiedziałam próbując wymusić uśmiech na mojej twarzy, ale się nie udało. Poszedł...
Wstałam...
Otarłam łzy i poszłam do łazienki, umyłam się, umalowałam ubrałam się w ciuchy Tada!, zamknęłam pokój i wyszłam z hotelu. Snułam się na moście, z którego było widać cudowne morze, ludzi, którzy się uśmiechali i w ogóle. Szłam przed siebie...
Nagle zauważyłam Justina. Nie wiedziałam co mam zrobić... Szłam dalej, ciekawe jak zareaguje. Szedł z Kenny'm
- Mmm niczego sobie, patrz Jus. - powiedział mijając mnie i pokazując palcem na mnie. Jus mnie nie pozna.
- Kenny, co ty sobie wyobrażasz. - stanęli.
- Tak, tak wiem... Szukamy Jenny. - powiedział ociągliwie.
- Ja na prawdę ją kocham, nie chce jej stracić, a dobrze wiesz, że Chris to dupek i to on ją zranił a nie ja. - powiedział. Zszokowała mnie jego wypowiedź. Stanęłam. Odwróciłam się do nich przodem. zdjęłam okulary.
- Kenny, fanka.! - krzyknął Jus. Podeszłam krok bliżej.
- Jenny.! - krzyknął ucieszony. - Boże, to ty jak ja się za tobą stęskniłem. - wziął mnie na ręce i obkręcił w okół siebie.
- Jus, puść mnie. - powiedziałam roześmiana.
- Chodź, pokażę ci coś. - powiedział.
- Co.?
- Zobaczysz. - pocałował mnie czule w usta. Jednak go kocham... Tak to, to uczucie.
- Czyli ja już jestem nie potrzebny, tak.? - spytał Kenny odwracając wzrok w innym kierunku.
- Dokładnie, tak. - powiedział Jus. - Chodź.! - pociągnął mnie delikatnie za rękę. Za jakieś pół godziny Doszliśmy na piękną plażę. Na środku leżał kocyk w kratkę, a na nim koszyk, kwiaty i lampki na szampan.
- Łoooo, co za niespodzianka.! - powiedziałam ze szczerym uśmiechem.
- Starałem się. Chcę cię najmocniej przeprosić. Opowiadałem Christianowi jaka jesteś fajna i w ogóle, a on wypalił z tym tekstem. Za pewne nie słyszałaś co na to odpowiedziałem..
- Nie słyszałam.
- Wybaczysz mi.? - ujął lekko moją twarz.
- Wybaczam... - powiedziałam półszeptem.
- Uwielbiam cię. - powiedział i pocałował mnie nie pewnie w usta. - Idziemy się przejść.?
- Dobra, ale paparazzi...
- Wiesz, od dziś musisz wiedzieć, że znajduję plaże, na odludziu, wiesz.?
- Dobra, już wiem.
- Chodź, idziemy. - szliśmy bardzo powoli, uśmiechając się i nie tracąc czasu na pogaduchy.
- Jenn.
- Tak.?
- Nic, chciałem tylko zobaczyć jeszcze raz twoją twarz. - uśmiechnął słodko, odwzajemniłam uśmiech. Szliśmy dalej. Czułam jak jego ręka ociera się o moją cały czas. Nie pewnie chwyciłam jego dłoń.
- Kocham cię Jenny.
- Ja ciebie też kocham, wiesz.?
- Myślałem, że mnie nie lubisz.
- No widzisz, a ja nawet więcej niż lubię. - uśmiechnęłam się.
- Wracamy.? - zapytał.
- Mhm. - wróciliśmy. Usiedliśmy na kocu. Jus wręczył mi kwiaty, wyjął ciasto z koszyka, nalał nam szampana do lampek.
- Za miłość. - powiedział unosząc lampkę.
- Za miłość. - napiliśmy się po łyku. Zaczęliśmy się całować. Jus wsunął nie pewnie język do mojej buzi.
- Ekhem.! Co wy tu robicie.? - Bieber się trochę wściekł, że ktoś nam przerwał, ale cóż.
- Teraz już nic, wiesz.? Kenny, przecież ci mówiłem.
- No tak, tylko dzwonił do mnie Scooter, masz jechać w trasę za niedługo.
- Tak dokładnie.?
- Jutro.
- Z głowy sobie wybijcie.! Jestem na wakacjach, chyba należy mi się odpoczynek.!? A w ogóle. Pogodziłem się z dziewczyną i nie mam zamiaru nigdzie jechać pojadę za dwa tygodnie.
- Dobrze, powtórzę, ale ja Scoot będzie zły to ci łeb ukręcę.
- Tylko dwa tygodnie, proszę. - zrobił maślane oczka i trochę zmiękł.
- Nooo...
- Dwa tygodnie. - powtórzył.
- No dobrze, zobaczę co da się zrobić.
- Noo, wiedziałem, że z ciebie równy gość. - poklepał go po plecach, a ten sobie poszedł. Jus bez słowa usiadł na kocu sięgnął za koszyk i wziął gitarę, zaczął śpiewać "One less lonely girl".
- To na czym skończyliśmy.? - spytał kiedy skończył śpiewać.
- Chyba na tym. - pocałowałam go w usta.
- Chyba tak, a raczej na pewno. - uśmiechnął się i skończyliśmy to co zaczęliśmy.
Boooże ! < 33333 Ale tio jest słooodkie ! < 33333
OdpowiedzUsuńAna ale ty masz zajebiste pomysły .; D Kochammm tegoooooo blogaaa < 33333333
uwielbiam < 333
OdpowiedzUsuńour-mystery-our-secret.blogspot.com