sobota, 13 sierpnia 2011

Rozdział 1. - Niespodzianka.!

- Dzień dobry.! Jest Jenn.? - usłyszałam głos mojej przyjaciółki. Była 7:00 rano, ciekawe, co się stało... Szybko zerwałam się z łóżka założyłam szlafrok i pomknęłam na dół, zanim mama zdążyła coś odpowiedzieć.
- Hej, Ann.! - pisknęłam i podbiegłam do niej. Mama chyba pomyślała, że nie chce nam przeszkadzać i poszła do pokoju oglądac telewizję.
- Hej, skarbie.! - przyjaciółka pocałowała mnie w policzek.
- Yy... Pali się coś.? - spytałam drapiąc się po głowie.
- Jeszcze nie... - wyszczerzyła się.
- To możesz powiedzieć, o co ci chodzi.?
- Ubieraj się idziemy na zakupy. Jeszcze jedno. Nie powiem ci kto to i po co, uprzedzam pytanie nie powiem co kombinuję. Zadam ci pytanie, a ty odpowiesz bez wiedzy, którą przed chwilą wymieniłam ok.?
- Jasne, spoko.
- Mogę przyprowadzić mojego kuzyna.?
- Dobra. - odpowiedziałam bez zawahania.
- Uff, odetchnęłam z ulgą, bo byś nie podarowała sobie, jakbyś odmówiła.
- Powiesz mi kto to.?
- Nie. Chodź, ubierz się i idziemy na zakupy, ja stawiam.
- Ok.
- Dobra, to ja tu czekam.. - poinformowała mnie Ann.
- Zgoda. - powiedziałam.
Pobiegłam do pokoju, wzięłam ciuchy, poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy, które znalazłam.
Wyprostowałam włosy, pościeliłam łóżko, wzięłam torebkę, jeszcze lekki makijaż, perfumy, wzięłam kasę i telefon. Byłam gotowa.
Szybko zeszłam po schodach.
Mama jakby wiedziała, co zaraz zrobię nawet na mnie nie zwróciła uwagi. Wyszłam przed dom, gdzie czekała Ann.
- Jał, nowy rekord.?
- Ile.?
- 7 minut 23 sekundy.
- Tak, to nowy rekord. - stwierdziłam udając rozmyślanie.
- Chodź, jedziemy, oczywiście ja cię zawiozę, bo... dostałam prawko.!!
- Ooo, to wsiadam.- wsiadłam w samochód Ann, na miejscu pasażera.Pojechałyśmy do centrum.
- Chodź, najpierw wybierzemy sukienkę.
- Dobra, a mogę wiedzieć...
- Nie. - przerwała mi Ann.
Zanim wybrałyśmy odpowiednią sukienkę zeszło 4 godziny. W końcu wybrałyśmy właściwą kieckę. Później poszłyśmy po buty. Przymierzyłam ze 20 par. Wybrałam buty pasujące do kiecki. Przez następne 2 godziny wybierałyśmy strój kąpielowy. Zjadłyśmy obiad, a później poszłyśmy na manicure, pedicure, make-up, fryzjer. Wszystko na koszt Ann.Dochodziła 19:00.
- Teraz pojedziemy do mnie. - powiedziała przyjaciółka, kiedy byłyśmy w drodze do domu.
- Ok.
- Ty na prawdę nie wiesz, jaki dziś mamy dzień.?
- Yy... Sobota.?
- No tak, ale jaka okazja.?
- No... Przyjaciółka zabrała mnie do sklepu, kosmetyczki i fryzjerki.
- Dobra, widać, że ty masz tam samą pustkę. - powiedziała.
- Może.. - odpowiedziałam z uśmiechem. Dojechałyśmy. Ann, wstawiła samochód do garażu i weszłyśmy do domu. Poszłyśmy do jej pokoju. Ja poszłam do łazienki się przebrać, a Ann została i wybierała swoje ciuchy. Zastanawiałam się, po co to wszystko. Zrobiłam to co Ann mi kazała. Ubrałam przepiękną różową sukienkę, do tego fioletowe buty i czarna torebka.

- Gotowa.? - zapytała Ann.
- No.. prawie, tylko jeszcze suwak przy sukience muszę zasunąć. - odpowiedziałam trudząc się przy cholernym zamku.
- To szybko, bo nie ma czasu.! - krzyknęła.
- Ale po co ta cała szopka z ubraniami.? - zapytałam
- Tak dla jaj. - powiedziała ironicznie Ann.
- Dobra już więcej nie pytam.
- No, to szybciutko.
- No już zasunęłam.
- Wychodź, bo muszę cię zobaczyć.
- Dobra, dobra. - Tak jak Ann kazała wyszłam z łazienki.
- No, no laseczko, teraz bez słowa, po cichutku idziesz ze mną.
- O.k. - odpowiedziałam.Ann złapała mnie za rękę i poprowadziła mnie do garażu. Kazała mi wsiąść do auta, wzięła kluczyki i jechałyśmy.
- To tutaj. - powiedziała przyjaciółka po godzinie ciszy. Stanęłyśmy przed ekskluzywnym hotelem.Weszłyśmy do środka. Było ciemno, w recepcji było zgaszone światło, goście się nie krzątali po hallu. Może to dlatego, że była 21:00, ale chyba ludzie o tej godzinie nie śpią.
- I po co mnie tu przyprowadziłaś.? - kiedy to powiedziałam odbiło się echo.
- Zobaczysz. - odpowiedziała. Odwróciłam się w stronę drzwi, bo byłam gotowa do wyjścia. Ann, gdy to zobaczyła szybko zaświeciła światło. Usłyszałam wielki huk, gwizdanie gwizdków, urodzinowych, krzyk śpiew i w ogóle, stałam jak osłupiała. Kiedy to wszystko ucichło wszyscy krzyknęli chórem.
- Wszystkiego najlepszego.! - była masa ludzi, tych co znam, dużo sławnych, na których widok miałam ochotę piszczeć. Ludzie zrobili przejście i na samym końcu "tunelu" zobaczyłam scenę, a na niej Biebera.!!
- To mój kuzyn. - powiedziała Ann, która szła za mną krok w krok.Justin zaczął śpiewać happy birthday, a ja zaczęłam płakać. Kiedy skończył powiedział.
- To dla ciebie mała. - wskazał na mnie palcem. Ja uśmiechnęłam się szeroko, a łzy szczęścia spływały mi po policzku. - Chodź na scenę, zaśpiewasz z nami.- odważnie, bez zawahania weszłam na scenę.- Jak masz na imię.? - zapytał Justin.
- Jennifer.!! - wszyscy krzyknęli chórem.
- Ooo, jaki piękne imię. - znowu się uśmiechnęłam. Justin pocałował mnie w policzek na przywitanie, usiadł koło mnie na krześle.
- Ja jestem Justin, mów mi Jus. - kiwnęłam głową na "tak" - Zaśpiewamy "My Favourite Girl", O.k.?
- Dobrze. - coś w jego oczach powodowało, że cały czas się uśmiechałam. jus cały czas patrzy mi przeszywająco w oczy. Menager Justin'a podał mi mikrofon i zaczęliśmy śpiewać. Poszło na fantastycznie. Kiedy skończyliśmy poszliśmy z Justinem, Ann i jej chłopakiem do stolika, na którym stało jedzenie i picie. Rozmawialiśmy o wielu rzezach, ale Justin cały czas patrzył w moje oczy.
- Są brązowe. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Ale co.?
- No czy, są brązowe. - powiedziałam.
- Nie, bardzie czekoladowe... - stwierdził.
-  Jaki smak.?
- Mleczny.
- Aha... - spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
- Zatańczysz.? - zapytał Justin, kiedy zaczęła się wolna piosenka.
- O.k. - odpowiedziałam. Stanęliśmy na środku parkietu i zaczęliśmy się bujać w rytm muzyki. Justin położył mi ręce na biodrach, a ja nie pewnie zarzuciłam swoje na jego szyję. Patrzyliśmy na siebie przez całą piosenkę, czyli jakieś 5 minut. Później piosenka zmieniła się na szybsza
- Pokazać ci coś.? - zapytał Jus.
- Mhm. - odpowiedziałam lekko się wahając.
- To chodź. - pociągnął mnie delikatnie za rękę. Wyszliśmy przed hotel. Później poszliśmy za budynek, gdzie stał ogromny basen. Justin podniósł mnie zdjął mi buty i zaczął mnie łaskotać, a ja zaczęłam się dźwięcznie śmiać.
- Niee.!! Proszę niee.! - krzyczałam śmiejąc się na przemian.
- Nie.?! Czyli wolisz drugą opcje. - powiedział rozbawiony Biebs.
- Taak, ale puść mnie, proszę.!!
- Na pewno.? - Bieber na chwilę przestał mnie łaskotać.
- Tak, zdecydowanie wybieram drugą opcję. - odpowiedziałam śmiejąc się i patrzą chłopakowi prosto w oczy.
- Jesteś pewna.? - znowu zaczął mnie łaskotać.
- Jestem pewna na 100%.
- To uważaj.! - krzyknął i wrzucił mnie do basenu.
- W sukience.?! - nie wiem dlaczego, ale nadal się śmiałam i nie zamierzałam przestać. - Uważaj, bo się zemszczę.!
- Haha, ciekawe jak. - powiedział Bieber stając na skraju basenu. Szybko przypłynęłam do drabinki wyszłam z wody i przybiegłam do Justina. Biebs zaczął uciekać. Dogoniłam go. Chciałam go przewrócić, ale się nie dał. Złapał mnie za rękę i pociągnął mnie do siebie. Przytulił i zaczął się kołysać, ja wykorzystując moment zaczęłam go łaskotać. Śmiał się w niebo głosy. Potknęłam się o coś i upadłam i za mą Biebs. Justin leżał na mnie i łaskotał mnie.  Nagle bańka prysła...  Flesze zdjęcia, paparazzi, pytania, tłum fanek, takie nagłe ogłuszenie...
Boże, było tak fajnie, a tak nagle wszystko do niczego, co za...
- Kur... de - powiedział Bieber
- Bieber.! - krzyknęłam kiedy paparazzi zaczęli się dopytywać i w ogóle. Byłam cała mokra włącznie z sukienką...
- Uważaj.! - Justin wziął mnie delikatnie za rękę. Szliśmy w stronę hotelu.
- Olej ich. - powiedział z uśmiechem. Stanęliśmy.
- Czy wy mi chcecie zniszczyć życie.?! Na prawdę.?! Nie mogę mieć troszkę swojej prywatności.? Wygląda na to, że nie... Dziękuję, skończyłem. - powiedział. - Chodź Jenny. - Wow pierwszy raz ktoś do mnie powiedział Jenny, kiedy to usłyszałam przeszedł mnie lekki dreszcz.Weszliśmy do hotelu. Dziwnie się czułam kiedy trzymał moją dłoń. Spojrzałam na Justin, a on na mnie, później spojrzałam na nasze dłonie. Parsknęliśmy śmiechem. W hallu wszyscy dobrze się bawili, a reszta... A reszta się leżała pod stołem, a jeszcze inni palili prochy. Miałam dosyć.
- Idziemy jeszcze potańczyć.
- Wiesz, bardzo chętnie, ale ja nie mam teraz ochoty.
- Ja z resztą też. - chodź, idziemy do swoich pokoi.
- To my mamy tu swoje pokoje.?
- No, to Ann ci nie powiedziała.?
- Nie, ona nic mi nie chciała powiedzieć, a nie wiesz który jest mój.?
- Z tego co się orientuję, to chyba ten najlepszy, bo to w końcu solenizantka.
- To, który z pokoi to ten "najlepszy"?
- Yyy... 303.
- Aha, to na którym piętrze.?
- Na 4.
- Aa... dzięki. A który ty masz.?
- Ja, poczekaj, sprawdzę... - wyjął kartę do pokoju.
- Ja mam 302.
- Oooo, co za zbieg okoliczności, prawda.
- Noo. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jus, wytłumacz mi jedno.
- Tak, słucham.?
- Dlaczego ty się ze mną zadajesz.?
- Fajna z ciebie dziewczyna, ładna miła, rozsądna, sympatyczna i w ogóle.
- Nie wierzę.
- Za niedługo uwierzysz.
- Tak w ogóle, to dlaczego my wchodzimy po schodach.? - zapytałam.
- Tak jest dłużej, i można porozmawiać.
- Oooo, tak faktycznie nie pomyślałam o tym. - powiedziałam. Justin się zaśmiał. Doszliśmy na nasze piętro. Za niedługo był nasze pokoje. Jus, miał pokój na przeciwko mnie.
-To tutaj. - powiedziałam zatrzymując się przy swoim pokoju.
- Było fajnie, dzięki.
- Ty dziękujesz, Jus, to ja powinnam dziękować i to jak, było super i nie wierze, że chciałeś tak po prostu ze mną gadać i w ogóle. Myślałam, że tacy jak ty chcą tylko mieć w okół siebie same sławy, nie myślałam, że zechcą rozmawiać z prostymi osobami.
- No widzisz jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Dzięki za ten wieczór, to były najfajniejsze 15 urodziny jakie w życiu przeżyłam.
- Nie ma za co, a tak po za tym, to myślałem, że ty i Ann jesteście z jednego roku.
- Nie Ann jest ode mnie starsza o rok.
- A tu ci niespodzianka.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- wyszczerzyłam się. Jus pokazał język jak pięcioletni chłopczyk.
- Dobranoc mała.
- Dobranoc duży. - obróciłam się do drzwi i jeszcze raz luknęłam na Justina myśląc, że tego nie zauważy, ale chyba widział, bo uśmiechnął się. Weszłam do środka pokoju, był mega. Poszłam do łazienki się umyć i przygotować do snu. Założyłam Za dużą bluzkę i krótkie obcisłe spodenki. Położyłam się na łóżku, ale nie mogłam zasnąć...

1 komentarz: